Bogowi
wina i biesiady nie w smak było sztywne, dwulicowe i plotkarskie towarzystwo
rezydujące w Olimpie. Młody Dion wolał się bawić, bez patrzenia sobie na ręce -
więc zadomowił się wśród zwykłych ludzi. Oczywiście, od tego czasu reszta bogów
zaczęła nim pogardzać, tak samo, jak pogardzają ludźmi. Jednak, jak się
okazało, nie każdy patrzył na niego nieprzychylnie...
Był wściekły. I to ostro. Odkąd ten młody Dion zszedł na
ziemię ludzie zaprzestali walk. Nawet i zwykłych bójek pod koloseum nie
użyczysz. Więc wkurzony w trzy dupy postanowił zejść w ślady poprzednika i
wytłumaczyć mu co nieco. Oczywiście przy pucharze przedniego wina. Wojna nie
wojna napić się wypada.
Tymczasem młody bóg otworzył oczy. Wstawał ranek. Spojrzał
na burdel w jego apartamencie i leżące gdzieniegdzie ciała. Zauważył, że słońce
obudziło co niektóre skacowane oblicza. Och! Jak on się cieszył, że nigdy nie
mógł doświadczyć kaca!
-Fffodyyy... - Usłyszał obok siebie. Jeff, młody student uczęszczający na tutejsze ASP wyciągnął do niego ręce. Dionowi skojarzyły się od razu z wygrzebywaniem się zombie. Brr...Ludzie na prawdę mieli dziwną, mroczną psychikę. Jak można wymyślać takie przerażające rzeczy i po co? Jednak komedie były, jak to ludzie mówią, czadowe. Zachichotał jak chochlik i zlitował się nad kumplem, podając mu butelkę wody. Ten pił z niej łapczywie i z pomrukiem odwrócił się na bok, wgapiając się w niego zmrużonymi oczami.
-Jak ty to robisz stary...że nigdy nie masz...kaca. - Widać było, że nawet mówienie przychodziło mu z trudem.
-Ciszej tam, słyszę jak oddychacie. - Rozległ się cichy, udręczony szept brunetki, leżącej w ich nogach. Dionizos znów zachichotał. Uwielbiał ich!
-No cóż, jestem boski i w tym cały sekret! Zrobiłbym wam śniadanko, ale mi się nie chcę.
Na to usłyszał tylko chóralny jęk czterech, obudzonych i mocno "wyczerpanych" osób. Jedna dalej się nie dobudziła. Droga Alley zawsze wstawała dopiero wtedy, kiedy kac jej przechodził, a sen miała mocny jak trup. Dlatego, biedna, zwykle padała ofiarą wyżywania się innych, niezbyt dobrze czujących się osób, które dawno po imprezie wstały. Były jednak takie osoby jak Nessa, które po chwili odzyskiwały swoją żywiołowość i grasowały w kuchni. Właśnie dzięki tej rudej pisarce skacowani imprezowicze i leniwy Dionizos mogli liczyć z rana na śniadanko.
-Dzięki słonko! - krzyknął, na co pozostali zatkali uszy i jęknęli.
-Fffodyyy... - Usłyszał obok siebie. Jeff, młody student uczęszczający na tutejsze ASP wyciągnął do niego ręce. Dionowi skojarzyły się od razu z wygrzebywaniem się zombie. Brr...Ludzie na prawdę mieli dziwną, mroczną psychikę. Jak można wymyślać takie przerażające rzeczy i po co? Jednak komedie były, jak to ludzie mówią, czadowe. Zachichotał jak chochlik i zlitował się nad kumplem, podając mu butelkę wody. Ten pił z niej łapczywie i z pomrukiem odwrócił się na bok, wgapiając się w niego zmrużonymi oczami.
-Jak ty to robisz stary...że nigdy nie masz...kaca. - Widać było, że nawet mówienie przychodziło mu z trudem.
-Ciszej tam, słyszę jak oddychacie. - Rozległ się cichy, udręczony szept brunetki, leżącej w ich nogach. Dionizos znów zachichotał. Uwielbiał ich!
-No cóż, jestem boski i w tym cały sekret! Zrobiłbym wam śniadanko, ale mi się nie chcę.
Na to usłyszał tylko chóralny jęk czterech, obudzonych i mocno "wyczerpanych" osób. Jedna dalej się nie dobudziła. Droga Alley zawsze wstawała dopiero wtedy, kiedy kac jej przechodził, a sen miała mocny jak trup. Dlatego, biedna, zwykle padała ofiarą wyżywania się innych, niezbyt dobrze czujących się osób, które dawno po imprezie wstały. Były jednak takie osoby jak Nessa, które po chwili odzyskiwały swoją żywiołowość i grasowały w kuchni. Właśnie dzięki tej rudej pisarce skacowani imprezowicze i leniwy Dionizos mogli liczyć z rana na śniadanko.
-Dzięki słonko! - krzyknął, na co pozostali zatkali uszy i jęknęli.

Witam,
OdpowiedzUsuńoch całkiem, całkiem się na fajne opowiadanie zanosi.... nie ma to jak pić z samym bogiem wina....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia