niedziela, 25 sierpnia 2013

Ogłoszenia parafialne.

Jak widzicie, bo liczę, że ktoś to czyta, nasz blog się "rozwija". Wpadliśmy na pomysł, a dokładniej to genialna Caroline wpadła na pomysł, by dodać nasze inne RPG. Liczymy iż teksty się spodobają i ktoś tu zajrzy oraz skomentuje z czasem naszą twórczość. 

Neoś. 

Przez łzy do szczęścia


- Hej słodka. Zabawimy się?
- Teri gdzie ty masz oczy! Nie widzisz, że to chłopak?!
- Oj sorka. Oferta nie aktualna – i odeszli śmiejąc się. Westchnął z rezygnacją. Powinien się już przyzwyczaić, bo takich akcji miał wiele. Długie czarne włosy, delikatne rysy twarzy i te wielkie szarawe oczy. Do tego drobnej budowy ciała. Podobno nawet ruszał się jak kobieta. A był facetem i już wkrótce miała mu stuknąć 20. Nie wiedział co takiego zrobił w poprzednim życiu, że natura ukarała go takim wyglądem. W czasach szkolnych był więcej razy wykorzystywany seksualnie niż prostytutka i więcej razy upokarzany niż ustawa przewiduje. Miał wrażenie, że jego życie to niekończący się pech i katastrofa. Kolejne westchnięcie wypuścił z siebie przy drzwiach mieszkania. Musiał zerwać kartkę z napisem „pomyłka genetyczna”. A może oni wszyscy mają rację? Jakby miał mało kłopotów był gejem. Co ani odrobinę nie pomagało mu w życiu




          Keith dopiero wprowadził się z metropolii do miasteczka Spring, a już spotkał się z nieprzychylnymi spojrzeniami. Zastanawiał się czy to wina białych włosów z czerwonymi końcówkami, czerwonych oczu, których jako albinos nie ukrywał, czy kolczyków w wardze i brwi. Wiedział, że w tak małych miejscowościach, ludzie posiadali małe horyzonty myślowe. Nie przejmował się tym jednak. Nie zawita tu zbyt długo. Zbierze zespół i wyjedzie dalej, mając nadzieje, że przyszli koledzy z zespołu, też będą chcieli się stąd wyrwać. Wątpił żeby tutaj mieli publikę, jednak szukając basisty i perkusisty, sensowne talenty znajdowały się właśnie tutaj. W tym zacofanym miasteczku. Mieszkanie, które wynajął, a raczej apartament, ponieważ z pracy w studiu tatuaży zdołał sobie na to pozwolić, sąsiadowało z innymi, nie zamierzał jednak poznawać się z sąsiadami. Kolejne ograniczone umysły? Artysta taki jak on nie potrafiłby się z nimi dogadać. Zauważył, że jedynie jego silne i dość pokaźnie umięśnione ciało hamowało niektórych przed zgryźliwymi komentarzami. Ech...brzydził się tym. Od pierwszych sekund chciał już się stad wynieść. Po przeprowadzce było za późno, aby spotkać się z chłopakami, postanowił się porządnie wyspać i spotkania przełożyć na jutro. Kiedy wychodził ze śmieciami zobaczył dość wyróżniającego się na tle ogółu tych mieszkańców chłopaka. Miał długie włosy i nawet lekkie wcięcie w talii, jednak albinos od razu rozpoznał, że to chłopak, nie kobieta. Co ciekawsze, ten chłopak właśnie zmierzał...do mieszkania obok niego. Czyżby sąsiad...?
 -Hej! - krzyknął za nim. Kiedy chłopak się odwrócił, Keith spytał - Jesteś stad? - zmierzył go swoimi specyficznymi, czerwonymi tęczówkami. Chłopak był na prawdę ciekawy...I wart uwagi. Jego twarz mówiła, że też nie jest zbyt zadowolony z otoczenia, może tak jak on, jest tutaj przejezdnym?

·        

 Westchnął.
  - Wybacz, że cię rozczaruje, ale jestem facetem i nie jestem zainteresowany randką - Chciał mieć to już za sobą. Miał już dość głupich komentarzy.

·        

 -Hę? - chłopak spojrzał na niego pytająco przekrzywiając głowę. -Przecież widzę, że jesteś facetem. Pytałem tylko, czy też jesteś nowy, bo nie wyglądasz na tutejszego. - podrapał się po karku - Ja tu się dopiero wprowadziłem i kompletnie nie znam okolicy, ani rozkładów jazdy autobusów, czy czegokolwiek co pomogłoby mi się tutaj poruszać. Myślałem , że spotkałem bratnią duszę na horyzoncie. - zaśmiał się niezręcznie, uśmiechając przepraszająco - Nie chciałem niepokoić.

·        


Zamrugał zaskoczony. Pierwszy raz ktoś wiedział od pierwszego spojrzenia, że nie jest babą.
 - Wiesz... Jeśli chcesz... - trochę się jąkał. Pierwszy raz był w sytuacji gdy nie musiał słuchać głupich uwag i to co mówił było słuchane. - To znaczy, ja jestem stąd. Ale jeśli chcesz.... To znaczy jeśli nie znajdziesz nikogo innego. - No weź się w garść Heisuke, bo jeszcze go wystraszysz! - Mogę ci pokazać miasteczko!


Mitologiczna Miłość - Część 1

Bogowi wina i biesiady nie w smak było sztywne, dwulicowe i plotkarskie towarzystwo rezydujące w Olimpie. Młody Dion wolał się bawić, bez patrzenia sobie na ręce - więc zadomowił się wśród zwykłych ludzi. Oczywiście, od tego czasu reszta bogów zaczęła nim pogardzać, tak samo, jak pogardzają ludźmi. Jednak, jak się okazało, nie każdy patrzył na niego nieprzychylnie...

     

          Był wściekły. I to ostro. Odkąd ten młody Dion zszedł na ziemię ludzie zaprzestali walk. Nawet i zwykłych bójek pod koloseum nie użyczysz. Więc wkurzony w trzy dupy postanowił zejść w ślady poprzednika i wytłumaczyć mu co nieco. Oczywiście przy pucharze przedniego wina. Wojna nie wojna napić się wypada.

         Tymczasem młody bóg otworzył oczy. Wstawał ranek. Spojrzał na burdel w jego apartamencie i leżące gdzieniegdzie ciała. Zauważył, że słońce obudziło co niektóre skacowane oblicza. Och! Jak on się cieszył, że nigdy nie mógł doświadczyć kaca!
         -Fffodyyy... - Usłyszał obok siebie. Jeff, młody student uczęszczający na tutejsze ASP wyciągnął do niego ręce. Dionowi skojarzyły się od razu z wygrzebywaniem się zombie. Brr...Ludzie na prawdę mieli dziwną, mroczną psychikę. Jak można wymyślać takie przerażające rzeczy i po co? Jednak komedie były, jak to ludzie mówią, czadowe. Zachichotał jak chochlik i zlitował się nad kumplem, podając mu butelkę wody. Ten pił z niej łapczywie i z pomrukiem odwrócił się na bok, wgapiając się w niego zmrużonymi oczami.
        -Jak ty to robisz stary...że nigdy nie masz...kaca. - Widać było, że nawet mówienie przychodziło mu z trudem.
        -Ciszej tam, słyszę jak oddychacie. - Rozległ się cichy, udręczony szept brunetki, leżącej w ich nogach. Dionizos znów zachichotał. Uwielbiał ich!
         -No cóż, jestem boski i w tym cały sekret! Zrobiłbym wam śniadanko, ale mi się nie chcę.
Na to usłyszał tylko chóralny jęk czterech, obudzonych i mocno "wyczerpanych" osób. Jedna dalej się nie dobudziła. Droga Alley zawsze wstawała dopiero wtedy, kiedy kac jej przechodził, a sen miała mocny jak trup. Dlatego, biedna, zwykle padała ofiarą wyżywania się innych, niezbyt dobrze czujących się osób, które dawno po imprezie wstały. Były jednak takie osoby jak Nessa, które po chwili odzyskiwały swoją żywiołowość i grasowały w kuchni. Właśnie dzięki tej rudej pisarce skacowani imprezowicze i leniwy Dionizos mogli liczyć z rana na śniadanko.
       -Dzięki słonko! - krzyknął, na co pozostali zatkali uszy i jęknęli.



wtorek, 20 sierpnia 2013

Neely nie był jakimś wyjątkowym chłopakiem. Zwykły siedemnastolatek rzucony na „głęboką wodę”. To była już jego dwunasta przeprowadzka w ciągu dwóch lat. Przy czwartej przestał starać się o poznanie nowych osób i zawieranie znajomości, bo to zawsze bolało. Jednak przy szóstej zaczął tęsknić za jakimkolwiek kontaktem z ludźmi. Wtedy to właśnie skłonił się ku internetowi. Przeglądał różne strony. Odwiedzał różne portale. Aż w końcu trafił na profil obcej osoby. Nie było zdjęcia, nie było podanej płci. Tylko adres mailowy i wiek. Trochę się wahał, ale liczba 20 w miejscu lat napawała nadzieją na normalną rozmowę. Nie chciał się w końcu z tym kimś spotykać. Wystarczyło by pisanie samych maili… Tylko tyle.





Od : amissa-puer@sinu.com
Do : ignotum-lucifer@hell.com

Temat: Hej…

Cześć,

Znalazłem twojego maila na jednym z portali społecznościowych… Nawet nie wiem czy jest jeszcze aktualny… Jeśli nie to wybacz, że zawracam ci głowę.
Twój profil najbardziej przykuł moją uwagę. Pewnie to przez to, że prawie nic o sobie nie napisałeś. Naprawdę jesteś tak tajemniczą osobą?
Jak znajdziesz czas i chęć, odpisz. Niczego nie oczekuje. Po prostu… Czasem chciało by się z kimś, choćby, popisać.

Pozdrawiam,
Neely.

***

Od : ignotum-lucifer@hell.com
Do : amissa-puer@sinu.com

Temat: 6081945

Salve.

Co właściwie oznacza "tajemnica"? Współczesny świat łamie tabu, degraduje się zdzierając z siebie wszystkie wierzchnie warstwy, pozostaje nagi. Ale czy naprawdę, skoro życie nazywane jest teatrem, a każdy z nas przywdziewa maski?
Osobiście uważam, że każdy z nas jest tajemniczy, jednocześnie oczekując, że druga osoba, z którą stoi się vis-a-vis , pokaże się nam w negliżu.

Ze sposobu w jaki stawiasz wielokropki Neely łatwo wyczytać, że coś Cię dręczy, pisząc do mnie masz cel. Chcesz rozmawiać. To paradoksalne, że traktujesz mnie przy tym ze standardową, zdystansowaną uprzejmością.
Jeśli chcesz się przede mną odsłonić, zapraszam. Choć wiem, że ekshibicjonizm mentalny, nie przychodzi nam, ludziom, łatwo.

Salut,
Ignotum Lucifer.

Powitanie.

Hejcia moi mili i ci co tu zaczną zaglądać. Mam nadzieję, i Caroline pewnie też, że ten blog wam się spodoba. Dziś pierwszy post. Kolejny za sześć dni. Wpisy będą się pojawiały dwa razy w tygodniu. W jakich odstępach, jeszcze nie wiemy, ale na pewno dwa razy na tydzień. Jeszcze raz witam was i miłego czytania. Oraz komentowania.